Jesteś tutaj

Korona Europy – Madera

2017
luty
02
czwartek
Data:
czwartek, luty 2, 2017 do czwartek, luty 9, 2017
Miejsce:
Madera
Organizatorzy:

W lutym 2017 roku członkowie Klubu Górskiego „Ornak” z Gniezna, zdobywcy Korony Europy, udali się na Maderę w celu zdobycia najwyższego szczytu Pico Ruivo.

Madera to portugalska wyspa na Oceanie Atlantyckim położona około 900 km na południowy zachód od kontynentu europejskiego. Wyspa, na której przez cały rok króluje wiosna uznawana jest za jedną z piękniejszych na Atlantyku. Łagodny klimat powoduje, że na wypoczynek przybywało (i przybywa) tutaj wielu europejczyków. Wśród najbardziej znanych kuracjuszy na pierwszym miejscu wypada wymienić piękną cesarzową Elżbietę znaną bardziej jako Sissi, inni to brytyjski premier Winston Churchill, cesarz Karol I Habsburg, pisarz Ernest Hemingway i oczywiście Józef Piłsudski, który spędził na wyspie trzy zimowe miesiące w roku 1931.

My nie mieliśmy tyle czasu, nasz pobyt ograniczył się do jednego tygodnia. Na Maderę dotarliśmy przez Lizbonę. Korzystne usytuowanie hostelu, w samym centrum Lizbony, umożliwiło nam wieczorne poznanie miasta oraz najcenniejszych zabytków, w tym historycznego Belem, skąd w roku 1498 wypłynął w dziewiczą podróż do Indii Vasco da Gamma.

Niezwykły klasztor Hieronimitów z nagrobkiem najsłynniejszego żeglarza, pomnik portugalskich odkrywców, dzielnica Alfama, romańska katedra, przejazdy kultowymi tramwajami oraz zabytkowymi windami to atrakcje portugalskiej stolicy, które mogliśmy zobaczyć i podziwiać. Po 20 godzinnym pobycie w Lizbonie polecieliśmy na zieloną wyspę.

Dotarcie na Maderę drogą powietrzną dostarcza dodatkowych emocji, a mianowicie pas startowy lotniska częściowo usytuowany jest na palach i należy do najbardziej niebezpiecznych na świecie, korzystać z niego mogą tylko wytrawni piloci. Dobrze, że my lądowaliśmy wieczorem i nie widzieliśmy jak to wygląda w rzeczywistości. Na wyspie zakwaterowani byliśmy w stolicy Funchal, w śródmieściu tuż obok katedry, w pensjonacie Zarco. W hotelu czekała na nas niespodzianka, a była nią koleżanka Madzia, członkini wypraw Korony Europy, która przyleciała z Brukseli. Co za niespodzianka, co za spotkanie. Poznanie Madery rozpoczęliśmy od spaceru po Funchal. Pierwsze kroki, podobnie jak Robert Małkowicz skierowaliśmy na miejskie targowisko, gdzie skosztowaliśmy egzotycznych owoców i popatrzyliśmy na targ rybny, na którym m.in. na oczach turystów rybacy filetują ryby w tym miejscową specjalność, głębinową rybę o upiornym wyglądzie - słynną espadę - występującą tylko w dwóch miejscach na ziemi: w wodach wokół Madery i u wybrzeży południowych wysp Japonii. Jest to czarna, połyskująca ryba wyglądem przypominająca węgorza (widoczna na zdjęciu). Mięliśmy okazję ją spróbować i możemy powiedzieć, że smakuje wyśmienicie.

Następnie kolejką linową, nad dachami Funchal podziwiając miasto i wyspę udaliśmy się wzgórze Monte. Właśnie na tym wzgórzu znajduje się najważniejsze sanktuarium maryjne na wyspie, kościół z cudownym obrazem Matki Boskiej znany jest także z pochówku ostatniego cesarza Austro – Węgier Karola I Habsburga, beatyfikowanego w roku 2004 przez Jan Pawła II. Spoczywa tutaj, a nie w rodzinnej nekropoli w Wiedniu. Na wzgórzu Monte umiejscowiona jest także jedna z najważniejszych atrakcji Madery, o której z zachwytem wypowiadał się sam Hemingway. Mowa o szaleńczym zjeździe w wiklinowych saniach z lokalnymi carreiros. Szusowanie w dół, podobno praktykowane tylko na Maderze warte jest sumy żądanej przez przewoźników ubranych w regionalne stroje.

Kolejną atrakcją którą zobaczyliśmy w tym dniu był pobyt na jednym z najwyższych klifów w Europie – Cabo Girao. Oszklony punkt widokowy na wysokości 589 metrów robi wrażenie. Szkoda tylko, że chmury uniemożliwiły nam w pełni podziwianie rozległej panoramy. W drugim dniu przy pięknej pogodzie udaliśmy się na rekonesans w głąb wyspy zobaczyć lewady. Co to są levady? To system górskich kanałów służących głównie do transportowania wody deszczowej z północy na południe wyspy. Jest to niezwykłe osiągnięcie inżynierii, które za pomocą systemu śluz i kanałów pozwalało rolnikom nawadniać pola. Do poprawnego funkcjonowania lewad równolegle do nich budowano ścieżkę, która umożliwiała utrzymanie drożności tych mini kanałów. Dzisiaj ścieżki turystom dostarczają niezapomnianych wrażeń, wiją się przez całą wyspę. Łącznie na Maderze znajduje się przeszło 200 levad o długości 2500 km! Nam udało się w kilka dni przejść tylko kilka levad m.in. Serra do Faial do pięknego punktu widokowego Balcoes, Portelę oraz najciekawszą na wyspie Levadę do Risco z dużym wodospadem pokonując wcześniej unikatowy las wawrzynowy objęty ochroną UNESCO. Trzeba także wiedzieć, że część tras przebiega tunelami i bez własnej latarki przejście bywa niebezpieczne. Nasz najdłuższy tunel podczas wędrówki liczył około 800 metrów. Oczywiście nie byliśmy w nim sami (spotkaliśmy m.in. Polaków, na wyspie było ich wielu). Levadami wędruje mnóstwo turystów dlatego też warto wybierać się wcześnie rano.

Punktem kulminacyjnym na wsypie był dzień 6 lutego. Właśnie wtedy, z samego rana, udaliśmy się wynajętym busem, mieliśmy go do dyspozycji kilka dni, na podbój góry Pico Ruivo. Wjechaliśmy bardzo wysoko na parking nieopodal szczytu Pico de Areiro skąd rozpoczęliśmy 3 godzinną wędrówkę ku dominującemu wierzchołkowi. Przejście 6 kilometrowego odcinka to ekscytujący marsz obejmujący tunele, strome wspinaczki, zejścia, trawersy z ekspozycjami oraz przepięknymi widokami na szczyty gór – serce Madery. Zdjęcia tylko we fragmencie ukazują skalę trudności, a zarazem piękno gór. Góra okazała się bardzo wymagającą, mimo że startowaliśmy z wysokości 1800 m n.p.m., to cały czas teren był pofałdowany: w górę i dół (setki schodów). W sumie zrobiliśmy w dwie strony około 13 km i pokonaliśmy 1000 metrów różnicy wzniesień.

Na szczycie jak i po drodze spotkaliśmy rzesze turystów, nam towarzyszył Jurek z Czech, z którym zapoznaliśmy się kilka dni wcześniej. Mimo zmęczenia byliśmy bardzo zadowoleni, że udało nam się zdobyć kolejny szczyt – diamencik do kolekcji Korony Europy. Madera to egzotyczne owoce, endemiczne drzewa i kwiaty wyrastające z każdego skrawka wulkanicznej ziemi. Naprawdę pięknie to wygląda.

Mieliśmy szczęście do bezdeszczowej pogody i słonecznych dni. Temperatura oscylowała w granicach 18 - 24 stopni. W ostatnim dniu podczas objazdu wyspy, mogliśmy się naocznie przekonać jak różna jest pogoda w zależności, w której części wyspy byliśmy. Wyglądało to tak, że w Funchal na południu były 22 stopnie, natomiast w Porto Moritz na północy 15, a w górach tylko 9. Podpowiedź dla przyszłych turystów – zdobywców, północ Madery jest zimniejsza.

Podczas pobytu były także chwile przeznaczone na wypoczynek. Wówczas kąpaliśmy się w oceanie, pływaliśmy katamaranem w poszukiwaniu delfinów i waleni, kosztowaliśmy maderskich smakołyków i włóczyliśmy po pięknej starówce Funchal.

Jednym słowem Madera jest na 6. Gorąco polecamy, może i my tam wrócimy. W drodze powrotnej w Lizbonie zwiedziliśmy największe oceanarium w Europie.

Ahoj przygodo. Za rok może kolejna wyspa lub tropiki. Marzyć można, bo marzenia się spełniają. 

SS