Jesteś tutaj

XI Obóz Mikołajkowy - Karkonosze

2018
Grudzień
13
czwartek
Data:
czwartek, Grudzień 13, 2018 do niedziela, Grudzień 16, 2018
Miejsce:
Samotnia
Organizatorzy:

Kalendarzowa zima dopiero nadchodzi, ale biorąc pod uwagę jak wyglądało kilka naszych ostatnich dni, ośmielę się twierdzić że zima już dawno nadeszła. To po prostu kalendarz jeszcze nie ogarnął sytuacji. W 29 osób wybraliśmy się do położonego w Karkonoszach schroniska PTTK Samotnia. Widzieliśmy śnieg, śnieg, i jeszcze trochę śniegu.

Do położonej w Kotle Małego Stawu Samotni dotarliśmy pieszo z Karpacza. Niebieski szlak ma nieznacznie zmienioną trasę - część jest zamykana zimą ze względu na zagrożenie lawinowe. Jednak oznakowanie jest bardzo czytelne i trudno byłoby zbłądzić.

Samo schronisko jest niewielkie i nie oferuje zbyt wielu wygód. Nic dziwnego, bowiem jest to jedno z najstarszych schronisk w Polsce. Pierwszy domek stał tam już pod koniec XVII wieku. Oczywiście obecny budynek zbudowano nieco później - ale i tak jego główna część ma ponad 100 lat! Dość charakterystycznym elementem budynku jest niewielka dzwonnica, z zawieszonym w niej dzwonem odlanym w 1861 roku.

Drugi dzień zaczęliśmy rano, z planem odwiedzenia królującej w okolicy Śnieżki. Niebieski szlak poprowadził nas koło sąsiadującego, znacznie większego schroniska Strzecha Akademicka, przeszliśmy koło Spalonej Strażnicy i dotarliśmy do Domu Śląskiego. Po krótkim postoju i posiłku, większa część grupy wybrała się na ostatni odcinek trasy i po niedługim czasie zdobyła szczyt. Warto przypomnieć, że Śnieżka należy do Korony Europy, Korony Gór Polski, Korony Sudetów i Korony Sudetów Polskich (i zapewne kilku jeszcze koron...). Po zejściu ze szczytu grupa wybrała się jeszcze na krótką wycieczkę i, przyznajmy to, ciepły posiłek, na czeską stronę. W dawnym schronisku, a obecnie górskim hotelu Lucni Bouda można było również spróbować warzonego na miejscu (najwyżej w Europie) piwa.

Następny dzień rozpoczęliśmy od zejścia do (Starej) Polany, gdzie zboczyliśmy z utartego, szerokiego duktu i odbiliśmy w kierunku Pielgrzymów. Tutaj trudności na szlaku minimalnie wzrosły. Minimalnie, ponieważ dopiero za Pielgrzymami, na podejściu do Słonecznika musieliśmy torować ścieżkę po kolana (albo i pas) w śniegu. Przydała się idealna współpraca całej grupy i iście kolarskie zmiany na prowadzeniu. Wydawało się nam, że za Słonecznikiem będzie już tylko łatwiej. Nic bardziej mylnego:) Okazuje się, że nawet ścieżka na głównej grani Karkonoszy nie była przetarta! Torując zimowym wariantem szlaku do Spalonej Strażnicy, zmagaliśmy się z mrozem, silnym wiatrem (dodatkowo potęgującym mróz), śniegiem już tylko po pas oraz zasypanymi kosówkami wykręcającymi nogi. Oczywiście urozmaicenie tego łatwego (latem) szlaku wszystkim odpowiadało. Dzień zakończyliśmy na zasłużonym obiedzie i grzańcu w Strzesze Akademickiej, skąd od noclegu dzieliło nas już tylko 5 minut zejścia.

Wieczory w schronisku spędzaliśmy na grach planszowych i karcianych oraz… elektronicznym quizie muzycznym, skonstruowanym samodzielnie przez kolegę Novika! Połowa odgadywała piosenki, a reszta w tym czasie zastanawiała się jakiż on zdolny, że to tak pięknie skonstruował :). Był też przygotowany przez Gosię i Macieja Schron-quiz, w którym podzieleni na drużyny, zmierzyliśmy się w pytaniach z wiedzy ogólnej. Graliśmy ze sobą i wciągnęliśmy do zabawy inną grupę przebywającą w schronisku, która nazwała samych siebie Niezrzeszonymi, ale została jakimś cudem przemianowana na Rzezimieszków. Nie zabrakło też tradycyjnego Konkursu Mikołajkowego, w którym należało popisać się wiedzą o górach, okolicy i… legendach. Wygrał Łukasz (po ostatniej edycji, awans z drugiego miejsca). Jednego wieczoru mieliśmy też okazję spotkać najprawdziwszego Bajarza, który zasiadł przy choince i snuł zainteresowanym opowieści o Szczęściu, Nadziei i Miłości.

Przez trzy dni towarzyszyła nam dość pochmurna pogoda, która powodowała że biało było z każdej strony, w którą tylko spojrzeć, a horyzont od powierzchni ziemi stawał się nierozróżnialny. Większość szlaków była przetarta, choć zdarzały się miejsca, w których można było zapaść się w śnieg po pas. Możecie to zresztą zobaczyć na zdjęciach.  Pomimo zimna, lodu osadzającego się na rzęsach i… brodach, wszyscy byli zachwyceni spokojem, nastrojem i, co chyba najważniejsze, odpoczynkiem od cywilizacji!

Tekst: Bartłomiej Swojak, Mikołaj Majewski
Zdjęcia: Filip Krause, MIchał Nowak, Gosia Marcinkowska-Swojak, Bartłomiej Swojak, Przemek Szewczyk