Jesteś tutaj

Rajd Belfrów

2012
Październik
21
niedziela
Data:
niedziela, Październik 21, 2012

21 października 2012 r. grupa odważnych turystów wyruszyła autobusem poza Gniezno, w kierunku Lubochni.
Pan kierowca dzielnie pokonywał każdy kilometr, choć widoczność była ograniczona zaledwie do kilkunastu metrów.
Nieustraszeni miłośnicy turystyki pieszej (przecież mgła to przeciwnik, z którym warto się zmierzyć) to: dwie BELFERKI, dwóch BELFRÓW i dwóch PREZESÓW.
Wkrótce grupę zasilił … pies (wyjątkowo wyedukowany).

Początkowo trasa rajdu wiodła przez lasy, które wyglądały niezwykle malowniczo, bowiem drzewa przybrały jesienne barwy, a mgła dodawała im wyjątkowego uroku.
Mnóstwo grzybów, niestety najwięcej tych, które można zjeść tylko raz w życiu (jadalnych zaledwie pięć). Teren płaski, ale nie wszędzie. Jak na przedstawicieli klubu górskiego przystało, zdobyto „szczyt”, najwyższe wzniesienie gminy Witkowo - 127,9 m n.p.m. Trzeba było się bardzo natrudzić, aby go nie przeoczyć!

Innych atrakcji na rajdzie nie zabrakło! Po pokonaniu kilku kilometrów, odpoczynek na klifie, skąd zawsze można podziwiać wspaniałą panoramę (tym razem szczególnie wyjątkową - mgła, mgła, mgła). Było ognisko, pieczone kiełbaski, pyszne kanapki, jabłka oraz pigwa i dziki bez (te ostatnie specjały nieco przetworzone). Uczestnicy rajdu mogli wysłuchać także pogadanki na temat Komisji Edukacji Narodowej (przygotowanej dzięki belfrowi Sławkowi, wujaszkowi Google i cioteczce Wikipedii). W ten sposób utrwalono wiedzę o pierwszym
w Polsce , a drugim w Europie (po Wiedeńskiej Nadwornej Komisji Edukacyjnej), ministerstwie oświaty publicznej.
Przypomniano, że Komisja nad Edukacją Młodzi Szlacheckiej Dozór Mająca została utworzona w 1773 roku.

Później znów spacer, nie tylko poprzez lasy, ale także wśród pól i łąk. Wspaniałe widoki, które można było podziwiać jedynie wtedy, gdy pozwalała na to mgła.

Zakończenie rajdu odbyło się w "GOŚCIŃCU W DOLINIE"; w Jankowie Dolnym. Tam nadszedł czas na coś dla ducha i dla ciała - turystyczne wspomnienia oraz smakowitą czarninę znaną m.in. z „Pana Tadeusza”, który to tekst wielokrotnie przywoływano). A za pomyślność belferskiego stanu wznoszono toasty … „DZIADOWSKIM” (a raczej „DZIADKOWYM”) napojem. Mimo iż mgła towarzyszyła turystom przez cały czas, trasy nie zgubiono. A to zapewne zasługa znakomitego przewodnika - belferskiego psa.
Widocznie wesoła gromadka przypadła mu do gustu, bo postanowił wybrać się na rajd.

Ornakowcy pokonali 12 km, a „szlakowy” ok. 10 km. Pies nie nudził się, przynosił chrust na ognisko, zachęcał do zabawy (m.in. znosząc swoje „maskotki” – kamienie, patyki oraz sporej wielkości gałęzie), spokojnie czekał przy restauracji (konsumując posiłek serwowany przez szefa kuchni), dotarł na przystanek i … wskoczył do autobusu. Pożegnał się dopiero, gdy pan kierowca zażądał od niego biletu (niestety, chciał jechać jako „pasażer na gapę”), wtedy pokornie opuścił pojazd. I tak oto zakończyła się historia „O psie, który … chodził na rajdy”.

VII RAJD BELFRÓW na pewno można zaliczyć do udanych! „Było pięknie” – jak podsumował jeden z jego uczestników!

Belferka - M.